poniedziałek, 14 października 2019

Jak wytresować... mężczyznę? Poradnik rzeszowskiego Ave Teatru według Johna von Düffela

Najpierw była powieść autorstwa Esther Vilar. Następnie niemiecki pisarz John von Düffel postanowił przenieść ją na deski teatru. Obecnie ta przekornie zatytułowana sztuka: "Tresowany mężczyzna", zostaje wzięta na tapet przez Ave Teatr z Rzeszowa. Reżyserowana przez, a jakże, mężczyznę - Marcina Sławińskiego - snuje opowieść ustami trzech kobiet oraz... Chciałoby się dodać: "jednego mężczyzny", jednak jeśli w całej tej historii można wskazać osobę, której brutalnie i raz na zawsze zamknięto usta, to jest nią właśnie tytułowy Sebastian. Pozostańmy więc przy tym, iż historię poznajemy z ust trzech skrajnie różniących się od siebie kobiet, a towarzyszący im przedstawiciel płci brzydkiej jest jedynie czymś w rodzaju obiektu naukowego. Obiekt ten podlega ciągłej obserwacji i staje się punktem odniesienia wielu feministycznych rozważań... 
   Stosunek do męskości wydaje się tu żywcem wyjęty z uniwersum "Seksmisji", tak samo, jak wszechobecność i dominacja estrogenu. Nie ma tu ratunku dla rodzaju męskiego - widzimy świat, w którym kobieta stoi na złotym piedestale i jest bezwzględnym warunkiem istnienia każdego przedstawiciela płci brzydkiej. Choć pewnym pocieszeniem może być fakt, iż nawet najdziwniejszy podział ról między dwojgiem zakochanych nie stanowi problemu, jeśli tylko sami zakochani (lub ich bliscy) takiego problemu nie stwarzają. Szczęście i porozumienie są tu możliwe, choć wymagają długich i bolesnych negocjacji.
   Jaki jest "Tresowany mężczyzna" w wykonaniu Ave Teatru z Rzeszowa? Bez wątpienia zabawny; myślę, że nie tylko żeńska część widowni ma szansę dobrze się bawić, ponieważ oprócz bezlitosnego portretu Seby, znajdziemy tu mnóstwo gagów, damsko-męskiej filozofii... a także szczyptę pikantnego humoru. I nie oszukujmy się: żadna kobieta nie jest tu wynoszona do rangi bogini, ponieważ każda z trzech bohaterek reprezentuje nie tylko kolejne oblicze kobiecości, ale również barwny zestaw charakterystycznych dla płci pięknej wad. Dzięki temu mamy szansę nie tylko pośmiać się serdecznie na dobrej komedii, ale także uświadomić sobie działanie naszej własnej natury. Choć niekoniecznie w celu refleksji i obietnicy poprawy...
   Bez wątpienia jednym z największych walorów przedstawienia jest przekład Karoliny Bikont, który nie tylko wykorzystuje zabiegi językowe obrazujące konkretne środowiska, ale też jest pełen przezabawnych neologizmów (za mistrzostwo uważam "sperminatora"). Równie ważnym i dobrze przemyślanym elementem są tu, oczywiście, kreacje aktorskie. Stworzony przez Kornela Pieńko Seba jest doskonałym smaczkiem tego bardzo kobiecego spotkania z teatrem. Pomimo zapantoflowania swojej postaci, tworzy on faceta stuprocentowego, posiadającego dumę i ambicje, a także buntującego się przeciwko żeńskiej tyranii w swoim życiu. Nie ulega jednak wątpliwości, że prym w tym spektaklu wiodą kobiety. Przede wszystkim Beata Zarembianka jako matka Heleny oraz Małgorzata Machowska jako matka Seby. Ta pierwsza zachwyca nie tylko dopasowaną sukienką i słodkimi uśmiechami, ale też niezwykłym urokiem; jest to kreacja pełna seksapilu, w którą się wierzy, a bohaterce wybacza się absolutnie wszystko, od niekontrolowanego używania karty kredytowej męża po przyzwolenie na bycie "słodką idiotką". Z kolei postać Małgorzaty Machowskiej to fenomenalnie wykreowany żołnierz w obcasach, który pomimo swojego komicznego charakteru, wciąż pozostaje pełen kobiecego czaru. Wielkie chapeau bas za tę kreację, która zachwyca, bawi i pozostaje w głowie na długo, a momentami zadziwia refleksją, na jak wiele sposobów można spełniać się jako kobieta. Nie należy również zapominać o Magdalenie Kozikowskiej-Pieńko, która doskonale łączy dziewczęcość i nieporadność z siłą oraz dominacją nad scenicznym partnerem. Jest to zabawna i urocza kreacja - w połączeniu z pozostałymi trzema tworzy spójną całość, wyróżniając się ciętym językiem oraz fantastyczną energią.
   Pomimo, iż "Tresowany mężczyzna" jest spektaklem bardzo kobiecym i bardzo naigrawającym się z mężczyzn, trudno tu mówić o jakimkolwiek wyraźnym tle ideologicznym. Jeśli nawet pojawiają się kwestie, które mogłyby zainteresować współczesne rzesze feministek, ich rolą jest głównie wywołanie kolejnych salw śmiechu na widowni. Moim zdaniem ten spektakl jest genialny w swojej prostocie: bawiąc się stereotypami i wywracając je do góry nogami, otwiera szerokie pole do gier psychologicznych i językowych, które do mojego serca trafiają niczym strzała Robin Hooda. Aktorzy, zgrabnie poprowadzeni przez reżysera Sławińskiego, kreują postacie głębokie i wiarygodne, dzięki czemu widz ma szansę przejrzeć się w nich jak w lustrze. I pomimo, iż oglądamy spektakl rozrywkowy, jest to bez wątpienia dobra i wartościowa rozrywka na którą bez obaw możemy zapraszać rodziny i przyjaciół.  

Popularne posty