piątek, 6 września 2019

Dołącz do Wyzwania Musicalowego 2019/2020!

I nastał ten moment - cudowny moment! - gdy rozpoczęliśmy sezon artystyczny 2019/2020!
   Czasem słyszę komentarze, że trzeba być albo Harrym Potterem, albo polskim fanem musicalu, by z utęsknieniem wyczekiwać września... Ale naprawdę trudno się z tym nie zgodzić. Bo nawet, jeśli wakacyjne kalendarium kulturowe w Polsce przewiduje jakieś wydarzenia ze spektrum naszych największych upodobań, to jednak jest to tylko ułamek faktycznego naszego zapotrzebowania... Tęsknota za tytułami, za miejscami, za ludźmi - to wszystko prześladuje nas przez bite dwa miesiące. I żaden letni przegląd, żadne kino musicalowe, ani nawet żaden West End nam tego nie zastąpi.
   Kończąc ten przydługi wstęp, chciałabym was serdecznie powitać w nowym sezonie... i przedstawić mój najnowszy pomysł na małe urozmaicenie tych obiecujących dziesięciu teatralnych miesięcy. Wielokrotnie widziałam w sieci roczne wyzwania, przede wszystkim czytelnicze. I tak sobie już od stycznia realizując jedno z takich wyzwań, pomyślałam, że naprawdę szkoda by było, by takiej zabawy zabrakło w świecie polskiego musicalu. Jeśli kojarzycie takie wyzwania czytelnicze, już mniej więcej wiecie, z czym do was przychodzę. Jednak, aby wszystko było jasne i klarowne, napiszę wam, z czym to wszystko się je.
   Wyzwanie Musicalowe 2019/2020 składa się z 10 kategorii - po jednej na każdy miesiąc sezonu. Każda kategoria to jedno obejrzane przedstawienie. Oczywiście, nie musimy dla każdego obejrzanego przez nas musicalu szukać miejsca na tej liście - grunt, to od 1 września 2019 do 30 czerwca 2020 zrealizować wszystkie punkty. W końcu sezon jest długi i szeroki, a cel zabawy to przede wszystkim obudzenie w nas wszystkich motywacji do wyjścia poza swoją musicalową strefę komfortu.
   To co, dołączacie?
   Przede wszystkim, poznajcie tegoroczne kategorie!





A teraz pozwólcie, że każdej z wymienionych tu kategorii poświęcę kilka linijek uwagi.


Musicalowa premiera sezonu

Nie byłoby nowego sezonu teatralnego bez zapowiedzi tytułów, które lada dzień wejdą pod kulturowe strzechy. A że warto być na bieżąco - niech w waszych planach pojawi się miejsce na co najmniej jedno takie wydarzenie. Możliwości jest mnóstwo, od polsko-czeskiej granicy po gdyńskie wybrzeże: "Pippin" w Poznaniu, "Rock of Ages" w warszawskiej Syrenie, "Aida" w Romie, "My Fair Lady" w Szczecinie... A już niebawem swoje musicalowe niespodzianki wyciągnie z rękawa między innymi Teatr Rozrywki w Chorzowie. Rzecz jasna, oficjalnie NIC NIE WIEMY... ale miejsce na liście wyzwaniowej szykować można.


Jeszcze raz ten sam spektakl  

Znacie to słynne "Po co idziesz znowu na ten sam spektakl"? Każdy musicalowy fan zna. Czy stoi za tym zbyt mało ciekawych tytułów, czy zbyt wielka miłość do jednego konkretnego, to już nie ma znaczenia. W tym sezonie po prostu znajdźcie w swoim musicalowym terminarzu miejsce na coś, co już kiedyś skradło wasze serce. I niech rodzina i znajomi mówią, co chcą - po prostu postawcie w domu puszkę z napisem "5 zł za każde «Po co idziesz znowu na to samo?»" i czekajcie, aż kasa na kolejny ten sam spektakl uzbiera się sama.


Musical mający w tle wydarzenia historyczne

Nic nie pisze się tak dobrze, jak słowa, czy muzykę stylizowane na epokę... Albo też na ich doskonałą lub mniej doskonałą parodię. Czy tak samo dobrze się je ogląda? Zależy od gustu. Niemniej wszechstronność tego nurtu pozwoli chyba każdemu z was znaleźć coś dla siebie, nawet bez konieczności wyjeżdżania za granicę. Jednak warto tutaj zaznaczyć, iż głównym bohaterem tej części wyzwania jest lekcja historii - dlatego wszystkie Wiedźminy i inne Hejdestałny muszą zadowolić się którąś z pozostałych kategorii. Tutaj naszym największym sprzymierzeńcem okazuje się Łódź, gdzie trudno jest znaleźć musical BEZ tła historycznego. Niemniej, jeśli przyjrzeć się bliżej repertuarom, polskie teatry w tej konkretnej dziedzinie niemiłosiernie nas rozpieszczają - dlatego osoby, którym do głowy przychodzą wyłącznie pożegnani niedawno "Piloci", mogą odetchnąć z ulgą.


Koncert musicalowy

Czy jest coś piękniejszego od takiego muzycznego vademecum utworów musicalowych? Koncerty to nieodłączna część życia każdego szanującego się fana, a ich ilość oraz różnorodność pozwala na spokojne przejście do głowienia się nad następną kategorią. Mamy przecież niezawodnego Accantusa z jego nową trasą koncertową, mamy Kubę Wociala... Mamy też cały szereg koncertów dziecięcych i młodzieżowych, które swoim poziomem i zaangażowaniem przewyższają niejedną profesjonalną produkcję. Słowem: można przebierać i wybierać, a nim się obejrzymy, ten punkt wyzwania odhaczymy jakieś dziesięć razy.


Niemusicalowy spektakl ulubionego artysty musicalowego

Coś na rozgrzanie szarych komórek. Macie musicalowych ulubieńców? Pytanie! Wymieniajcie, a ja idę po paluszki.
Już? To teraz zwińcie tę listę, żeby nie zbierała kurzu z podłogi i po kolei sprawdzajcie, czym zajmują się rzeczeni idole poza pracą w musicalu.
No tak, zapomniałam, że znacie ich harmonogramy na pamięć. Możecie już zatem wykluczyć zdeklarowanych wokalistów, dubbingowców i pedagogów - gwarantuję wam, teraz dotrzecie jak po sznurku do jakiegoś tytułu, który budził wasze zainteresowanie, a na który (z powodu nawału musicali) nigdy nie mieliście czasu. Prawda, jakie to proste?


Musicalowa inscenizacja, która miała swoją premierę przed 2015 r. 

Tytuły starsze, niż 4 sezony, okazują się coraz rzadszym zjawiskiem - zwłaszcza w Chorzowie, który w ciągu ostatnich dwóch lat został wprost zdziesiątkowany pod względem przedstawień. Trochę szkoda, bo poleciłabym tu "Billy'ego Elliota", a sama wpisała na tym punkcie listy "Niedzielę w parku z Georgem"... Czujecie moją tęsknotę? Na obu tych nieodżałowanych przeze mnie musicalach byłam tylko raz, już na pożegnalnych setach. Jako wniosek przychodzi mi do głowy parafraza słynnego cytatu księdza Twardowskiego: "Śpieszmy się oglądać musicale, tak szybko schodzą". Może dzięki tej kategorii odkryjecie coś, czym zdążycie się nacieszyć, zanim artyści zaczną szykować żarty na zieleninę...


Musical w tłumaczeniu Daniela Wyszogrodzkiego 

Sława tego tłumacza moim zdaniem zasługuje na osobny punkt wyzwania. Zwłaszcza, że jego zrealizowanie nie będzie wymagało od żadnego fana wycieczki przez cały kraj. Północ ma "Gorączkę Sobotniej Nocy", środek "Les Misy"... A Białystok z "Doktorem Żywago" i "Upiorem w Operze" może już sobie parzyć herbatę i za zaoszczędzone na pociągach pieniądze pójść do BTLu (idźcie na "Texas Jima"!!!). Ja również ze stoickim spokojem idę sobie zrobić coś do picia (takie słone te moje paluszki...), a jak wrócę, sprawdzę, kiedy w Rozrywce grają "Producentów". I kompletnie nie przeszkadza mi to, że byłam na nich już pięć albo sześć razy. (A o tej puszce na piątaki pisałam całkiem serio.) 


Spektakl, który chcę zobaczyć, a jeszcze mi się nie udało 

Tutaj każdy musi sobie zrobić indywidualny rachunek sumienia... Ale jest raczej mało prawdopodobne, że w życiu szanującego się fana musicali taki tytuł nie istnieje. Ja ich mam sporo. Oj, sporo... Zeszły sezon upłynął mi głównie pod znakiem Rozrywki (niczego nie żałuję!), a teraz, zanim mój teatralny dom zaskoczy mnie czymś nowym, czas rozprawić się z Duchem Nieobejrzanych Spektakli. Co i wam polecam!


Musical bez szczęśliwego zakończenia 

Widzowie dzielą się na takich, którzy wstydzą się płakać w teatrze, jak i takich, którzy to uwielbiają. Ja należę zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Mówcie, co chcecie, ale ja uważam, że to słynne, znane już w starożytnej Grecji katharsis to coś, co warto sobie zafundować przynajmniej raz w sezonie. Moim ulubieńcem i faworytem w tej dziedzinie jest - oczywiście! - chorzowski "Bulwar Zachodzącego Słońca". I uczciwie zakładam, że mogłabym tylko tym jednym tytułem zapełnić połowę listy; tak dobrej, tak tragicznej i tak rozpieprzającej mnie emocjonalnie historii nie ma i jeszcze długo nie będzie. I nie wyobrażam sobie, by nie iść na to co najmniej dwa razy w ciągu jednego seta (gdzie moja puszka na piątaki?!).
...Że inny spektakl bez szczęśliwego zakończenia? Ponoć w Łodzi grają dwa największe dzieła Schönberga... Reszta to spoilery, więc moja rada brzmi: szukajcie, aż znajdziecie. 
A najlepiej - wbijajcie na "Bulwar"!


Musicalowa pielgrzymka

Zanim część z was zarezerwuje sobie bilety na "Jesus Christ Superstar", a pozostali zrezygnują z wyzwania, uspokajam: głównym założeniem tego punktu jest po prostu wyjazd. Wycieczka. Wyprawa. Trasa musicalowa... Możecie to nazywać, jak chcecie, ale w moim słowniku fanki musicalowej od pewnego czasu gości słowo "pielgrzymka" - w znaczeniu takim trochę bardziej odsakralnionym i humorystycznym. Jakby nie patrzeć, dalekie wyprawy musicalowe mają w sobie wiele z pielgrzymki, choć są zdecydowanie formą zabawy. A pielgrzymuje musicalowo ten, kto po prostu udaje się na musical do miasta innego, niż to, w którym mieszka, lub w którym najczęściej w tym teatrze bywa. Bo nie da się kochać musicali i nie JEŹDZIĆ na musicale. Mówię to ja, która do Rozrywki chodzę z buta. To wstawanie o świcie, to wracanie nad ranem, to łażenie bez celu po obcym mieście i to wgapianie się w obcą scenę, na której jest tak mało znanych twarzy - to wszystko brzmi jak obietnica wspaniałej, musicalowej przygody, na którą warto znaleźć czas w swoim kalendarium.


   Jest jeszcze jeden ważny element tej listy - małe koło ratunkowe, które daje nam możliwość obejrzenia dwóch z wymienionych tu rodzajów przedstawień w formie filmowej. No bo umówmy się, jednym z nieodłącznych elementów życia musicalowego fana są jednak produkcje ekranowe... Kto takowych nie ogląda, niech pierwszy rzuci kamień!

   Ponieważ, jak sądzę, wszystko jest już jasne, nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy sobie nasze wzywanie rozpoczęli. Grafikę z wyzwaniem możecie pobrać TUTAJ ← wydrukujcie sobie, powieście na ścianie i zapisujcie, co, gdzie i kiedy obejrzeliście! Oczywiście relacja z mojego realizowania wyzwania jest jednym z obowiązkowych punktów mojego blogowego kalendarium na ten sezon!
   Kto pierwszy zakończy Musicalowe Wyzwanie 2019/2020? Do biegu, gotowi... czas na musicale!!!

Popularne posty