sobota, 15 września 2018

"Rodzina Addamsów": upiorna rodzinka zawitała do Warszawy [RECENZJA]

Po sukcesie musicalu "Czarownice z Eastwick" Teatr Syrena w Warszawie postanowił zaserwować swoim widzom kolejną porcję magii i upiorów. Doskonale wszystkim znana rodzina Addamsów, rozśpiewana i roztańczona jak nigdy wcześniej, zabiera nas w podróż do nowojorskiego Central Parku. Tam właśnie, w mrocznej posiadłości pełnej potworów i narzędzi tortur, toczy się akcja musicalu, którego tematem jest... miłość. Miłość, której wizerunek, choć ubrany w ramy czarnej komedii, opowiada najpiękniejsze życiowe prawdy. Oczywiście, spotkanie z sympatyczną, choć nieco przerażającą rodzinką, to przede wszystkim okazja do serdecznego śmiechu, a specyfika uniwersum stworzonego przez Charlesa Addamsa to niezwykłe wyzwanie choćby dla scenografa, czy autora muzyki. Jak jedna z najsłynniejszych fikcyjnych rodzin prezentuje się na scenie musicalowej?
   Fikcyjne elementy tego świata powodują, iż bardzo kojarzy się nam on ze światem baśniowym - i właśnie w tym duchu została stworzona scenografia (jej autorem jest Grzegorz Policiński). Bogactwo, upiorność oraz niezwykła dbałość o szczegóły sprawiają, że widz w jednej sekundzie przenosi się do innego świata. Podobnie działa muzyka (której autorem jest Andrew Lippa, zaś za polską aranżację odpowiada Paweł Dudziak): z jednej strony bardzo współczesna i wpadająca w ucho, ale z drugiej - nawiązująca do znanych nam motywów dźwiękowych z wcześniejszych adaptacji komiksu Charlesa Addamsa. Jednak, o czym warto wspomnieć, nie jest to spektakl adresowany do dzieci. Zarówno tematyka, język, jak i liczne podteksty seksualne skierowane są dla widza raczej powyżej piętnastego roku życia. Nie znaczy to jednak, że spektakl jest wulgarny; oczywiście, obecny tu czarny humor nie każdemu przypadnie do gustu, jednak w całokształcie mamy do czynienia z dobrze skrojonym, zabawnym i wartościowym musicalem z odrobiną pieprzyku.
   Jeśli chodzi o zespół artystów, trudno jest tu wskazać osobę, która źle wykonała swoje zadanie. Wszyscy, od głównej obsady po najgłębiej schowanych tancerzy zdawali się nie tylko pokazywać sto procent swoich możliwości, ale też, po prostu, czerpać ogromną radość z bycia na scenie. Zachwycająco upiorni byli Tomasz Steciuk i Anna Terpiłowska w rolach Gomeza i Morticii, a ich dzieci, Wednesday i Pugsley (Weronika Bochat i Michał Rosiński) nie ustępowali im ani aktorsko, ani wokalnie. Reszta rodziny: wujek Fester (Marcin Słabowski), kamerdyner Lurch (Bartłomiej Wiater) oraz Babcia (Beata Jankowska-Tzimas) odpowiadała za wyśmienite akcenty komediowe, które nie tylko wspaniale ubarwiały fabułę, ale też posiadały swoją niepowtarzalną osobowość, która sprawiała, że wszyscy bohaterowie i każdy z osobna zyskiwali sobie sympatię publiczności. To samo można powiedzieć o rodzinie Beineke: Lucas (Karol Drozd), Alice (Katarzyna Walczak) i Mal (Michał Konarski), pozostając w konwencji ludzi "normalnych" (choć, jak cały spektakl udowadnia, normalność to tylko iluzja), bawili nie mniej, niż członkowie zwariowanej familii.
   "Rodzina Addamsów" to nie tylko doskonała rozrywka, ale też wspaniała, ciepła opowieść o rodzinie, o miłości... i o tym, że każdy ma w sobie szaleństwo, lepiej lub gorzej ukryte. A sam spektakl, dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, wart jest polecenia bez dwóch zdań!

Popularne posty: